Oto ja:

Moje zdjęcie
Robertstown, co. Kildare, Ireland
Working mum of amazing girl, wife of great husband and typical Capricorn

05 maja, 2007

miasto moje a w nim...

Zbieram się od ubiegłego tygodnia żeby coś napisać. Wszystko, co układałam w głowie, gdy miałam wolną chwilę znikało, gdy siadałam do kompa.
Dziś postanowiłam się zmusić, dość milczenia, wypada od czasu do czasu coś napisać, inaczej, po co posiadać bloga?

Za tydzień lecę na 12 dni do Polski. Dość niespodziewanie, ale cieszę się. We wtorek kończy mi się kontrakt z Pfizerem i postanowiłam pozałatwiać swoje sprawy, odwiedzić rodzinę, iść do ginekologa i dentysty.
Będzie mi brakowało pracy z Gawinem i Tomkiem, miło się z nimi pracuje, choć czasem z Tomkiem mamy burzliwe momenty – wiadomo jak to jest, gdy spotykają się dwie osoby o bardzo niezależnych charakterach. Mimo wszystko będę tęsknić za tą pracą, za wstawaniem porannym i oglądaniem wschodu słońca, za uczuciem, że rano to miasto należy do mnie. Bo tak się czuję, gdy po 7 przemierzam dość spokojne jeszcze ulice centrum, że to miasto jest moje, mówi do mnie, przytula i przygarnia. Po południu, gdy wracam z pracy nie czuję już tego tak dokładnie, za to dominuje inne uczucie – solidarności i związania z innymi przybyszami. Dublin przygarnął nas wszystkich, ludzi z innych części Irlandii, imigrantów z nowych krajów Unii, przybyszy ze „starej” Europy, mieszkańców Azji, Afryki czy Bliskiego Wschodu. Koło siebie w autobusach siedzą przedstawiciele różnych nacji, religii i poglądów. Nie mówię, że asymilacja i integracja przechodzą łatwo, są tacy, którzy odnajdują się tu dość szybko i tacy, którzy nie radzą sobie z tęsknotą.
Ja jestem gdzieś pośrodku. Są tygodnie, gdy nie odczuwam tęsknoty za krajem, – bo że za rodziną to normalne, ale niekiedy bardzo mnie przyciska, chcę znów zobaczyć góry, śnieg czy poczuć trzydziestokilku stopniowe upały. Ale to szybko mi przechodzi.
Powoli zaczynam to miejsce nazywać swoim domem. Wiem, że niektórzy poczują się zgorszeni moją wypowiedzią, ale tak po prostu czuję. Polska zawsze będzie krajem mojego urodzenia, dzieciństwa i młodości, ale z to z Irlandią wiążę długoterminowe plany.
W tym kraju chcę przeżyć najbliższe kilka lat czy też kilkadziesiąt. Zależy od tego, co przyszłość przyniesie.

No na dziś pisania wystarczy, zabiorę się za oglądanie filmów i malowanie paznokci ;)

Miłego wieczoru drodzy czytelnicy i miłego długiego weekendu.




Brak komentarzy: